Nazwa tak prosta, to i blog i notki proste. Jako, że wszelkie smutki mają już swe miejsce w tej sieci (na szczęście dość odległe), tak więc tutaj zagości jedynie moja codzienność wyciśnięta z łez. Bo – wbrew pozorom – coś jeszcze z niej zostanie po tym zabiegu.

Prognoza pogody nie sprawdziła się wcale – z wyjątkiem tego, że w nocy będzie ciemno, a w dzień jasno (nie do końca…), siedzę więc w domu, w kuchni, przy komputerze. Dziecko śpi, oddycha ciężkim domowym powietrzem, ja zaspałam z wietrzeniem pokoju, dlatego teraz cierpimy. Myślę,że wspaniały wpływ miałoby na mnie otwarcie okna, to mroźne powietrze, które dziś ma temperaturę powyżej zera a mimo to dla mnie wciąż jest mroźne. I trzeźwiące. Mając jednak na uwadze zdrowie Oliwki, siedzę i kiszę się tu teraz przy kawie, nie zdradzając żadnych oznak trzeźwości.

Na oddychanie przyjdzie czas.