co-sie-stalo blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2007

Wisi nade mną lampa…

Aż prosi się, żeby ją włączyć. Chociaż półmroku nie lubię – nie włączę! Będę uparcie czekać na światło słoneczne. Na jasne światło. Nie te szarobure, męczące oczy fotony, uderzające mnie w gałki oczne.

Lecz jeśli posłuchać mojego ex-rektora, to wcale mnie nie uderzają. W ogóle nic nie jest w stanie mnie dotknąć. Bo elektrony odpychają się wzajemnie i nie zetkną się nigdy. Spryciarze. Raczą mnie łaskawie wrażeniem dotyku, które zresztą sama muszę sobie wyprodukować w mózgu.

Skoro potrafię wyprodukować uczucie dotyku, dostając tylko oddziaływanie międzycząsteczkowe – może jestem w stanie wyprodukować też inne uczucia?

Składam zamówienie na sporo optymizmu. Żeby wystarczyło do najbliższego pięknego, słonecznego dnia.

Marzec

1 komentarz

Od piątego marca (poniedziałek) będzie wiosna. Koniec i kropka!

Ubiorę wiosenne buty, kurtkę, perfumy i wyruszę na spacer. Autobusem ;) dotrę gdzieś, wysiądę, poczekam, aż autobus oddali się na bezpieczną odległość i wciągnę to świeże, wiosenne powietrze :)

Autobus kompletnie nie pasuje do tej bajki, ale nic innego (a na pewno nie moje nogi, nie obudzone jeszcze z zimowej drzemki) nie przetransportuje mnie na rynek. Niech więc będzie ten autobus – dla dobra sprawy.

„Wykonywany” dodałam, żeby tytuł nie wyglądał tak tragicznie…

Ale generalnie chodzi o to, że się zawiodłam. Żyjąc sobie w czterech ścianach i czekając na powrót słońca, much, biedronek mrówek, których nie chciałam nigdy podeptać i zielonego żywopłotu, z którego codziennie urywam po jednym liściu… Czekając na wiosnę, zapomniałam jak to jest żyć i odczuwać.

A tu proszę – ktoś przypomniał mi za pomocą kija bejsbolowego. Podziękowałam i zapamiętam. Zawiodłam się na kimś, komu chcę teraz opowiedzieć o tym zawodzie, wypłakać się i ponarzekać.

Szok pourazowy chyba jeszcze trzyma.


  • RSS