co-sie-stalo blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2007

A to wszystko, żeby Niunia wiedziała. ;)

W przyszłym roku jedziemy z Oliwką do Londynu. Muszę tylko załatwić parę spraw i zrobić kilka rzeczy, żebym tam mogła znaleźć miłą pracę.

Jedziemy do mojego przyszłego Męża. :)

Za co?

Za to, że okazałam się być tylko człowiekiem i to dość słabym.
Nie na tyle silnym, aby wznieść się ponad swój własny ból.

Gdyby stało się inaczej, niż się stało – nie powiedziałabym dziś, że przeżywam właśnie najpiękniejszy czas w życiu. Przeżywałabym po prostu kolejny taki czas. Szukam usprawiedliwienia w słabościach człowieka jako-takiego. Ważne, że się podnosimy. Czasem za późno, czasem nie w porę, albo w nieodpowiednim czasie – wtedy nam wstyd i kopiemy sami siebie. To była dygresja…

Sprawa wygląda więc następująco – przegapiłam najpiękniejszy moment mojego życia, prześlizgnęłam się przez niego po tafli moich łez.

Dzisiaj dzieje się co innego. I chyba powinnam być szczęśliwa, że umiem się cieszyć.
Że umiem się cieszyć – w końcu.
Że umiem się cieszyć – mimo wszystko.

Wiem, że przyjdzie kolejny moment, kolejna próba, druga szansa. Wtedy na pewno okoliczności będą lepsze a ja wykażę się odpowiednim podejściem.

Wierzę w to, że tym razem będzie to najszczęśliwszy okres w moim życiu. Nie zawaham się rzucić w wir radości. A Ty będziesz ze mną.
Wy będziecie ze mną.

Kocham was oboje najbardziej na świecie.

Powiem tak.

Jeśli czytający zrozumiał powyższe zdanie jako odpowiedź na najważniejsze dla Kobiety pytanie ;) to niech myśli tak dalej. Nie jest w błędzie.

Wracając do sedna sprawy… powiem tak:

Jestem najszczęśliwszą osobą pod słońcem. Widocznie należę do tej grupy ludzi, którzy do życia potrzebują drugiej połowy, a do życia szczęśliwego – odpowiednio dopasowanej drugiej połowy.

Moja połowa jest właśnie tym kogo zawsze szukałam. Chciałabym teraz powtarzać wszystkim, których spotkam na swojej drodze, że to się po prostu wie. Taka oczywistość. To nie ma nic wspólnego z wiarą, bo ta niepodparta jest żadnymi dowodami. To jest czysta nauka, ugruntowana wiedza, pewnik, konkret, fundament wszystkiego, co nastąpi.

Wszystko nastąpi tylko dlatego, że ten fundament zaistniał.

Nie wiem, czy budował się przez te lata, kiedy się znamy, czy może powstał nagle w tamtym konkretnym momencie, czy też istniał zawsze, a ja dopiero teraz potknęłam się o niego, ubijając sobie boleśnie-radośnie stopę.

Po raz pierwszy nie jestem w stanie panować nad myślami, wędującymi daleko, ciężko wpleść je w zdania, do jakich jestem przyzwyczajona, czyli w zdania zawikłane. Przekraczam granicę absurdu, tracę wątek, prawdopodobnie to efekt szoku, w jakim jestem obecnie. Najgorszy szok, to zauważyć bardzo późno coś, co towarzyszy nam od dłuższego czasu (zwłaszcza w ciemnym pokoju ;).
Tak zwane olśnienie.

Podskórnie czuję, że ja po prostu posiadłam wiedzę najgłębszą w danym temacie, teraz powoli przyzwyczajam mózg do tej informacji, paredziesiąt godzin porządnego snu i – ogarnę.


  • RSS