Nie zrobiłam tego znowu, prawda?
Awaria prądu w Szczecinie dziwnym trafem poodcinała mi co nieco w zwojach i tak naprawdę ostatnia notka wcale nie brzmi mi w głowie. Nie przeczytałam tego, bo nie mogłam nic podobnego napisać!
Przecież wiem, że dalej niż 10 metrów przed maskę mojego Matiza nie warto patrzeć, bo i tak nic nie zobaczę. -5,0 dioptrii na obu oczach, które maskuję przeźroczystymi kontaktami,  zawsze będą rozmazywać mioją przyszłość.
Cholera, widocznie byłam szczęśliwa tych parę miesięcy temu, skoro wyśpiewałam całemu Internetowi (który na szczęście zbyt ogromny jest, żeby usłyszeć o czym bloguję), że  wybieram się  za morze.  To są  te chwile, o których śpiewał miły Pan, a może nawet dwóch Panów całkiem niezależnie od siebie. Szkoda, że milczeli w temacie pozostałości po tych chwilach.
Postanowienie na dziś – w czasie, kiedy siedzę za szybą, próbując wabić pięknym uśmiechem klientki a może nawet i klientów, będę robić sobie w notatniku, na ostatniej kartce, która kiedyś stylowo pożółknie (o ile te XXI-wieczne kartki będą żółknąć), spis tych pięknych chwil.