co-sie-stalo blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2008

Rudo-zielona, nawet nie wiesz, jak dużo nas łączy.
Nie napiszę tego na forum, bo wiązałoby się to z ujawnieniem wszem i wobec, że dobrze nie jest, ale uważam, że powinnyśmy przeszłość kopnąć w dupę.
Co z tego, że znają nas na wylot? Może jeszcze powiedział Ci, że wróci; chwilowo tylko – nie?
Co z tego, że znamy ich na wylot? Może jeszcze wydaje nam się, że poznałyśmy dzięki nim głęboką prawdę?

Poważnie, daj sobie siana, takie rzeczy w przyrodzie się nie zdarzają.

——–

Dzień dobry. Zaczynam dzień od gryza kofeiny i poszukiwań Mandziaka w sieci. Jego kawałka w zasadzie. I tego drugiego, lepszego kawałka, również. (O tym młodszym kawałku mowa).

——

Teraz część notki tzw. do ludzi.
Za dni parę wyjeżdżam daleko (nie łudzić się, nie aż tak daleko…). Będzie trawa, dużo trawy, drzewa, komary, maślaki pomiędzy pierwszym a drugim domkiem, w stronę lasu, muchy przed kiblem, niestabilna ławeczka przed wejściem, długa droga do świata bardziej ucywilizowanego, choć nie do końca…

Wezmę do kieszeni garść mp3jek, walnę się na koc (prawdopodobnie stanie się to dopiero po 22, jak latorośl padnie) i wypuszczę w mazurskie powietrze większość trosk uzbieranych od ostatniego razu, czyli w ciągu 3 lat. Zatruję Jagodne jak najgorsza rura wydechowa. Dobrze, że tam tyle fotosyntezy się rozgrywa.

Świat jest dziwny, ostatnio miałam obawy, że już nigdy nie wrócę, bo jak można z własnej woli wciskać się w krajobraz tak potwornie się kojarzący?
A można. O ile straszne wspomnienia umysł był w stanie wymazać… po prostu ich nie ma. Albo inaczej – zakodował, że nic się nie stało, albo jeszcze inaczej – dobrze się stało (sic!).
(*****************************)
 Kusi mnie, żeby usunąć kilka ostatnich zdań i chyba to zrobię, zostawię tylko bieżące, żeby zaznaczyć, że coś było i zniknęło. Dobry kompromis.

2:
Nie patrz tak na mnie. Nie z tej pozycji.
Widać, że myślisz, ciężkie myśli… głupia, mogłam się domyśleć, że w lipcu roku następnego wzok ten będzie przytłaczał.

100407145336:
Nokia N70, z tego co pamiętam. I jej ostatnie kliknięcia w moich dłoniach. Stuk frencha permanentnego, wrześniowe słońce. Belka za głową Kasi. Oliwka z zakolem.

102107150300:
Historia ubioru, październikowa sobota. Afrykański ideał kobiecego piękna i Adam z Ewą przymagnesowani czerwonymi, okrąglymi plastikami. Pani Lidia szuka jednego z tych ważnch zdjęć, co to ich nigdy nie było pod ręką.

Obraz 053:
Że niby kultowa fryzura z „Kill Bill’a”. Nosy mamy podobne, to fakt.

Obraz 282:
Przeżywałam piękne chwile. Odwaga, wiara w siebie. Dyplomy ustawione na najwyższej półce i czarna, prosta grzywka do połowy czoła. Zdcydowanie. Zdecydowanie Oliwka nie jest do mnie podobna.

Obraz 296:
Iowa State University. Strasznie głupio wyglądam, Tak wygląda człowiek zakochany, niestety. Uleczalne.

Obraz 316:
Nie płacz, musisz komentować.
Płacz, komentator to nie narrator.
Moje ulubione. Chyba.
Nie potrafię tylko odczytać wyrazu mojej twarzy. Najbliżej jej do ufności. Tak, świetne słowo.
Nie wiedziałam, że dolne powieki potrafią się tak ulożyć, ani że jestem AŻ TAK naiwna.

Obraz 319:
Moja truskaweczka. Powinna zawsze i wszędzie być moim największym szczęściem, a ja, wyrodna matka, zapominam o tym co jakiś czas, wmawiając całemu światu, że przecież nieszczęśliwa jestem.

Obraz 1039:
Uwielbiałam Twoje motylki. I te koszmarne dekoracje na lampie też uwielbialam. Zwłaszcza srebrny, porwany na części pierwsze łańcuch.
Chciałaś chyba kupić nową choinkę w przyszłym (tym?) roku. A może tamta była nowa?
Oglądając Twoje zdjęcia patrzę najpierw w Twoje oczy, a potem próbuję przeszyć wzrokiem brzuch, sprawdzić, czy były jakieś znaki. Ile ja bym dała, żeby były znaki… pięć miesięcy.
Życzyłam ZDROWIA przede wszystkim. Powiedziałam to niemalże drukowanymi literami.
I nic.

Kiedyś niektóre faktycznie wywołam.
Tyle, że większość tylko i wyłącznie w formie pamiątek z przeszlości, takiej za wielkimi, przeciwwłamaniowymi drzwiami.


  • RSS