co-sie-stalo blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2008

Chyba powinnam się martwić. Nie dość, że była kłębkiem nerwów, chodzącym nieszczęściem, niebecną, niknącą w oczach postacią… to jeszcze nie powiedziała ani słowa wyjaśnienia. Coś zrodziło się w jej głowie – i już jej nie było. Nie wiem nawet, czy wróci. Zresztą gdzie niby miałaby wracać? Nie czuła się tu dobrze, odeszła. Nie ukrywajmy, ulżyło mi. Przebywanie z nią było zabójcze. 

——————

Preparaty od dziadka zaczęły syczeć. Chyba nie powinnam ich konsumować… skoro one pragną konwersować ze mną…

 

——————

Widocznie -wierzyć- nie jest wymagane. I pomylić też się można. I napisać coś w porywie złości. Tak jak i w momencie zwątpienia. Jakoś odnalazła się równowaga. Totalny chaos miejscem się zamienił. Chyba nie ma się co dziwić. Prostota jest w cenie. 

Prostota? A czy to nie było jednak nadzwyczajne i nieprawdopodobne zjawisko? Nie wiem do czego jest mu bliżej.

Ideał.

 

 Trochę trudno teraz rozmawiać…

—————————–

Czy to szeleszczące jest deszczem czy przeszkadzaniem w mojej głowie?

To jest moje zdanie, sama je zrobiłam. Sama pomyślałam, zaskoczyłam, przeanalizowałam i wymyśliłam. Że zapisałam, to też wiadomo. Jestem nawet z niego dumna. Tak dumna, że zapisałam je w swoim profilu. Na NK. Tak, na tym profilu, który mam od wczoraj, bo stary uwierał mnie pod szyją ilością znajomych. Zresztą z szesnastką wyglądam o wiele lepiej, jest mi z nią przyjaźnie.

—————————–

Dumna jestem też z innych rzeczy.

Z mojego małego dzieła pomnożonego razy dziesięć. Dzieło spójne, dopracowane.

Z tego, że przeżyłam dzisiejszy atak histerii Oliwki bez mrugnięcia okiem, znalazła mi się cierpliwość i zrozumienie. Fajne uczucie. Szkoda, że takie rzadkie.

Z tego, że zadzwonię do Sanepidu i będę w końcu wiedzieć o co im chodzić będzie przez najbliższy czas.

Dumna nie jestem, bo sama przed sobą boję się przyznać. Bo czuję strach.

Bo nie wierzę. 

Mogę być dumna, że nie jestem naiwna.

—————————–

Już wiem, czym było szeleszczące. Wodą ciepłą płynącą rurą.

Połamania języków.

Chyba tylko jutro. Ale może przyjmę to wcześniej. Im wcześniej, tym lepiej. Dreszcze są przerażające. Dreszcze nie pozwalają się skupić, rodzą strach.

Dzisiejszy dzień od rana byl dniem zimnym, ale to, co dzieje się teraz przekracza temperaturę zamarzania wody.

Gorąca herbata nie pomoże, a jeśli uda mi się ją na siebie wylać, to nawet zaszkodzi.

Kiedy to minęło. Jakim cudem nie udało się zatrzymać cholernego czasu i procesu, który ten ze sobą przyniósł. Powinnam się schować. Nie, nie teraz. Wtedy, bo dzisiaj mogłoby być łatwiejsze.

Nie, nie wtedy. Dzisiaj, bo wtedy było łatwe.

Chyba tyle mi wolno. Tyle tego, o czym nie mogę napisać – wolno mi to przeżyć. Nawet, jeśli wyglądam komicznie (tragicznie?), to właśnie tak chcę wyglądać. Nie mogę dziś wyglądać inaczej. A tym bardziej jutro. Sobota będzie zimna. Lodowata.Całe dwa dni do przodu. Cały rok do przodu. A może do tyłu? Cofam się, czy jak? 

 

W zasadzie.. zgadzałoby się to z moimi autobusowymi przemyśleniami z rana. Nie rośniemy z wiekiem, malejemy. Tracimy siebie. Dzień po dniu.

Podeszłam pod mur. Groził zawaleniem. Zrozumiałe dla nieobecnych. Szlag. Dolna powieka już nigdy się tak nie ułoży. 

Myślicie, że te nieposkładane myśli pomogły mi? Że ulżyło mi po ich wyrzuceniu z głowy? Nic z tego. Boli. 


  • RSS