W zasadzie, to wcale nie czuję się źle. Poza cholernymi nogami, jeszcze bardziej cholernym kręgoslupem i najbardziej cholernym niewciskającym się „c”, wszystko gra. Spłodziłam sobie miłe chwile, Cztery godziny standardowo skondensowały się w parę chwil na przyszłość, ale to właśnie te słynne chwile. A więc warto.

————————–

Kolejne dni zaowocują pewnie tym, czego się spodziewam. I jak to w tym ich normalnym świecie – to, co spodziewane wywoluje mniejszy lęk, niż z nieba spadnięte. 

————————–

Nigdy nie pisałam notki tak dlugo. Nie jest to wina szpiców. To Twoja wina, bo wyrywasz mnie na wiatr, deszcz i ciemność. Co prawda osłaniasz, ogrzewasz i rozjaśniasz, ale fakt faktem – minęły dwie godziny odkąd próbuję napisać coś ciekawego. W domu nie padają niewygodne pytania. W pokoju można rozmawiać bez podsłuchu.

————————–

Czuję, że to, co skasowałam, parę notek temu dzwoni mi znowu w uszach.

————————–

Nie w kościele, ale w uszach.