A poza tym, to z komputera dochodzą dźwięki przerażające. Nie wiem, czy dokończę notkę. Zresztą – nawet nie wiem, czy ją dokończę.
—————————–
Długo nie pisalam, ale i tak ostatnie zapiski nie oddaliły się tak, jak chciałam. Wciąż na samej górze strony… trzeba więc czegoś nowego, co przukuje uwagę. No i tu problem nie do przeskoczenia. Ciepło ale nie do końca. Spokojnie, ale niezupełnie. Pogodzona ale tylko po części. Wiem co robić, a raczej czego nie robić.
—————————–
No to nie robię ale ileż można? Po całej zimie udało mi się w końcu zachorować na długi majowy weekend. To dobrze, przynajmniej miałam przykrywkę, „dlaczego to panna Agnieszka siedzi w domu?” Chociaż pewnie zdrowa – jeździłabym tym moim żółtkiem jajka po ulicach. Udało mi się też zrobić to, o czym kiedyś pisałam, ale oczywiście nikt nie skojarzy, o co chodzi, bo piszę, jakbym przyjmowała duże dawki chemikaliów (co zresztą robię, w postaci pyłu przyjmuję). Po zrobieniu – okazalo się, że wcale niekoniecznie musiało to nastąpić. I że najlepiej jest chwilę przed, tylko bez zbędnych domysłów. Kicha jednym słowem. O i nauczyłam się jeszcze, że można wiele, jeśli się czegoś chce. I teraz, mając dowód, będę na wszystko bardzo uważać.
—————————–
Niunia, jestem w domu, tam, gdzie zwykle, Drugie pytanie pozostawię bez komentarza ;) Albo skomentuję – jak ja mogłabym wyjść za mąż? Ja?? Ja wyjdę koło 30-ki za rówieśnika albo jutro za starca ;) O ile znajdę.