Niestabilny laptop na wielkiej poduszce z wizerunkiem Małej Syrenki. Na tyle sztywnej, że każdy klik klawiatury przechyla go ostrzegawczo na boki.
    Prawie się z nim rozstałam, ale okazało się, że chomikowanie pieniędzy w ten nieprzychylny dla mnie czas odniosło efekty całkiem niezłe. Laptop więc zostaje, zresztą podobno jest dobry (odkąd wiem o nim coś więcej, niż to, że jest biały, pracuje mi się na nim lepiej), w związku z tym głupotą byłoby go sprzedawać. Za góra trzy miesiąc będę go potrzebować bardziej, niż zwykle.
    Akapity to wcale nie taka głupia sprawa, ciekawa jestem, jak wyglądać będą na blogu, bo w okienku edycji wprost nieziemsko pomagają w wylewaniu jako tako spójnych mysli. To kolejny przejaw zjawiska nazywanego przeze mnie (od dziś, na potrzeby notki…) wyjściem z letargu umysłowego. O zasadach gramatyki i ortografii coś tam wiem, jak każdy, lub może troszkę tylko więcej, ale faktem jest, że rzadko kiedy chce mi się wcisnąć serdecznym palcem shift po kropce. Może problem leży w nieprawidłowym sposobie pisania, może mam złą technikę, a klawisz shift przypisany jest któremuś z innych palców? Podobnie jak alt, tworzący polskie znaki. Komu by się chciało? I tak wiadomo, co mam na myśli. Ale, ale…. Właśnie o tym mowa… Mnie się CHCE! Wciskam wszystko, co potrzeba i od razu czuję się lepiej.
    A wydawałoby się, że okres wielce niesprzyjający. Jesień, ciemno o 17-tej, zimno od rana do nocy, ubogo w kwestiach firmowo-finansowych. Nawet ten okres trzymiesięcznego zauroczenia właśnie minął. No, przynajmniej teoretycznie. I zdrowotnie cierpię. No mogiła.
    Czymże jest spowodowany ten nagły przypływ sił, przejawiający się w dokładności klawiaturowej? Zakończeniem okresu kiepskiego? Okresu, który był jaki był, nie tragiczny, ale w większości kwestii bez perspektyw na rozwój…. Czy to takie zwarcie i gotowanie ;) w zwiazku z nadchodzącym nowym? Nowym czymś, do czego przeprowadzę z przyszłości dwie ważne osoby?