Podobno nazywa się to prawo serii, chociaż bardziej pasowałoby prawo cholernego pecha, albo prawo zagęszczenia kichy w czasoprzestrzeni. A to, że przejechałam dodatkowe 20 kilometrów mogę tłumaczyć chyba tylko chęcią dosłuchania do końca kawałka, który zresztą idzie w kółko. Takie to logiczne.
   Po wysłuchaniu na prawie historii o pseudozwiązkowych problemach
mojej młodszej koleżanki, stwierdziłam, że młode dziewczyny walczą zawzięcie o tytuł największych kretynów z młodymi facetami. Nie potrafię ocenić, kto wygrywa. Na szczęście w kategorii pozwalania traktować się jak ładnie powiedziane zero nie biorę udziału od jakiegoś czasu. Właściwie jestem poza większością kategorii z racji mojego wyalienowanego pożycia.
   Nie mam więcej weny. Dobranoc.