co-sie-stalo blog

Twój nowy blog

Wpisy w kategorii: Bez kategorii

ale teraz musiałam.

Te moje dolne powieki, ta moja brew. Zazdroszczę im. 

Zdjęcie

5 komentarzy

Na zdjęciu ja, Aldona i Grzesiek.

 

Teraz ja mam dziecko. Aldona już nie ma dziecka. Grześka już nie ma. 

 

Życie.

Jakie to miłe uczucie – móc kupić dziecku coś ładnego, za swoje pieniądze, których prawie nie ma; za te, które nie będą w związku z powyższym Twoje; zwłaszcza, kiedy dziecko mówi, że mu się to nie podoba.

A jakie to fajne – siedzieć i czekać, zwłaszcza, kiedy wiesz, że nikt nie przyjdzie.

A jakie przyjemne – spełniać swoje marzenia, a szczególnie w najgorszym z możliwych miesiącu, w roku, kiedy częściej niż o skandalicznie późnej zimie w lutym mówi się o kryzysie gospodarczym.

A jakie to dziwne, pójść w kierunku północnym, w czasie północnym i nie pomyśleć, że tak samo jak z czasem, powrotu na poludnie nie będzie.

 

 

 

że nie zdążyłam napisać w międzyczasie? <…….> Dlaczego o tym nie pomyślałam? Stan w jakim byłam ciężko nazwać spokojem i chociaż generalnie był pozytywny, to jednak niepokój, zdziwienie, niedowierzanie powinny popchnąć mnie chociaż w jeden wieczór w stronę klawiatury. Dlaczego o tym nie pomyślałam? I co ja teraz mogę? Pisać w kółko to samo, nie pisać ciągle nic konkretnego. Obchodzę się ze sprawą jak z jajkiem, to chyba największe tabu w moim życiu. Chyba zrozuzmiałym jest krycie samej siebie, swoją słabość, porażkę, zawód. Cholera, tych słów jest za dużo, ale nie mam siły trzymać ich w głowie. 

No kurna, gratulacje.Wyglada mi na to, że kolejna sprawa, którą się zajęłaś, zakończy się z podobnym rezultatem. O czym myślałaś, co? Nie wystarczyło doświadczenie, że duże sprawy nie są dla Ciebie? Nic, czego się dotkniesz nie kończy się dobrze, Powinnaś głośno myśleć, żeby ludzie mogli uciekać od Twoich pomysłów gdzie pieprz rośnie. I co, naprawdę sądziłaś, że to się uda? Że wystarczy pstryknięcie palcami i już? A nie pomyślałaś, że ostatnia porażka to zimny prysznic? A może byś się wytarła i wysuszyła? A nie – dalsza gonitwa na mokro. Bez przygotowania, bez odpowiedniego zaplecza, zaczynasz coś, co spieprzyć teoretycznie będzie chyba jeszcze trudniej, niż tamto ostatnio, ale Tobie oczywiście uda się to zrobić perfekcyjnie. Patrząc z innej perspektywy – chyba już nic gorszego zrobić nie możesz. Tylko pamiętaj, że cały świat się śmieje, każdy choć trochę inteligentny puka się w czoło a niektórzy nawet Ci współczują. Biedna, udaje, że wszystko będzie dobrze, udaje, że nie pamięta, że mówi się trudno, że przecież się nie podda. 

+150zł

1 komentarz

Dziękować za tematy zastępcze. Za to, że nie trzeba szukać zbyt daleko, żeby znaleźć coś pilnego, co bez szybkiej interwencji padnie na pysk. Za to, że machanie pilnikiem przez bite 2 godziny wyłącza pewne obwody mojego mózgu na całe… 2h. Dobre i to.

Ciągnąc temat dalej – przy odrobinie dobrej woli w prosty sposób z niewielkiego problemu można wyprodukować masakrę do kwadratu. Masakra natomiast może stoczyć się na sam dół piramidy problemów, zepchnięta lekko i niezauważalnie przez błachostkę. 

Wcale nie brzmi to logicznie, zwłaszcza część druga, ale co ja na to poradzę, że właśnie nabyłam tę wiedzę? Zapisuję tutaj, bo chyba warto. Jeśli ma mnie to uratować od przegrzania obwodów (bo teraz już wszystkie włączone), to moim obowiązkiem jest to zapisać. Tutaj, w tej mojej miejscówce. 

Myślę o Was, droga Trójko lub Czwórko i zastanawiam się, co jeszcze dopisać, tak, aby jedni nie wiedzieli zbyt wiele, a drudzy za mało, tamci nie zniechęcili się do czytania a ci nie stwierdzili, że „takie to zwykłe”. Co jak co, ale mój blog….?

A z owym tematem to jest tak, że muszę przyznać – odkrywam w sobie instynkty tak pierwotne, aż chcialoby się zawyć. Miejmy nadzieję, że sprawy nie potoczą się inaczej niż zwykle i instynkty te będzie mi dane zaspokoić. Chociaż o zaspokojenie chodzi chyba najmniej, głównie o świadomość. O panowanie nad. <…………….>. Nie do końca wiem, czy słusznie nazwałam to wcześniej błachostką. Jakby się głębiej zastanowić…

I zastanawiać się będę, przez kolejne wolne chwile, bo wyżej wspomniane tematy zastępcze są mi niezbędne. Mam nadzieję, że obudzę się z tego cholernego snu dopiero na wiosnę, stwierdzę, że sucho, ciepło i wystarczająco daleko.

 

Wtorek

5 komentarzy

Nie był tak rozwleczony, jak miał być. Nie był bezproduktywny. Nie był wtorkiem w czterech ścianach ani nawet samotnym wtorkiem. Zakupy z kobietą są fajne. Futerko też niczego sobie. 

——————–

Właściwie wszystko było ok, dopóki nie usiadłam do tej notki. Trochę się boję. Niech to się już skończy. Chcę wiedzieć i widzieć.

——————–

To dziwne, bo dystans jest złudny w tym przypadku, tak naprawdę nie ma go chyba wcale.

——————–

W środę też mam co robić.

Waga

1 komentarz

O ile utrata jej na tle nerwowym jest szybka i konkretna, o tyle nabieranie jej jest trudne i żmudne. 

——————-

No to sobie popisałam.

——————-

Chwilowo wszystkie wykonywane przeze mnie czynności wyglądają tak, jak to pisanie. Nie mogę się skupić. Jak tu się skupić w nowej rzeczywistości, która objawiła się w ciągu kilku dni-tygodni, chociaż teoretycznie nie powinna zaistnieć nigdy? Brak jej istnienia był tak głęboko wkopany w mój mózg, że teraz, po wyciągnięciu tego zalegającego kołka czuję się deko zdezorientowana. Nie wiem, czy ta sytuacja, chociaż w gruncie rzeczy bardzo pozytywna, dobrze wpłynie na moją wagę. Bo że na psychikę wpłynie dobrze, to pewne. Nie biorę oczywiście pod uwagę tych trzech lub czterech dni, licząc od dnia dzisiejszego, w których nic nie będzie proste, nie liczę też czasu tuż po, który będzie pewnie wyjęty z mojego życiorysu. Ale potem, kiedy nadejdą spokój i bezpieczeństwo, z pewnością odetchnę z ulgą. Wielką. Największą, jaką udało mi się znaleźć.

——————-

Jeszcze nigdy nie poprawiałam tylu literówek, co dziś.

Chyba powinnam się martwić. Nie dość, że była kłębkiem nerwów, chodzącym nieszczęściem, niebecną, niknącą w oczach postacią… to jeszcze nie powiedziała ani słowa wyjaśnienia. Coś zrodziło się w jej głowie – i już jej nie było. Nie wiem nawet, czy wróci. Zresztą gdzie niby miałaby wracać? Nie czuła się tu dobrze, odeszła. Nie ukrywajmy, ulżyło mi. Przebywanie z nią było zabójcze. 

——————

Preparaty od dziadka zaczęły syczeć. Chyba nie powinnam ich konsumować… skoro one pragną konwersować ze mną…

 

——————

Widocznie -wierzyć- nie jest wymagane. I pomylić też się można. I napisać coś w porywie złości. Tak jak i w momencie zwątpienia. Jakoś odnalazła się równowaga. Totalny chaos miejscem się zamienił. Chyba nie ma się co dziwić. Prostota jest w cenie. 

Prostota? A czy to nie było jednak nadzwyczajne i nieprawdopodobne zjawisko? Nie wiem do czego jest mu bliżej.

Ideał.

 

 Trochę trudno teraz rozmawiać…

—————————–

Czy to szeleszczące jest deszczem czy przeszkadzaniem w mojej głowie?

To jest moje zdanie, sama je zrobiłam. Sama pomyślałam, zaskoczyłam, przeanalizowałam i wymyśliłam. Że zapisałam, to też wiadomo. Jestem nawet z niego dumna. Tak dumna, że zapisałam je w swoim profilu. Na NK. Tak, na tym profilu, który mam od wczoraj, bo stary uwierał mnie pod szyją ilością znajomych. Zresztą z szesnastką wyglądam o wiele lepiej, jest mi z nią przyjaźnie.

—————————–

Dumna jestem też z innych rzeczy.

Z mojego małego dzieła pomnożonego razy dziesięć. Dzieło spójne, dopracowane.

Z tego, że przeżyłam dzisiejszy atak histerii Oliwki bez mrugnięcia okiem, znalazła mi się cierpliwość i zrozumienie. Fajne uczucie. Szkoda, że takie rzadkie.

Z tego, że zadzwonię do Sanepidu i będę w końcu wiedzieć o co im chodzić będzie przez najbliższy czas.

Dumna nie jestem, bo sama przed sobą boję się przyznać. Bo czuję strach.

Bo nie wierzę. 

Mogę być dumna, że nie jestem naiwna.

—————————–

Już wiem, czym było szeleszczące. Wodą ciepłą płynącą rurą.

Połamania języków.


  • RSS